Header Ads Widget

Ticker

6/recent/ticker-posts

Bourjois 123 Perfect CC Cream

Uwielbiam wpisy o podkładach i wszelkich 'bazowych' produktach na blogach u innych. Sama jestem podkładową maniaczką i ciągle szukam swojego ideału w tej kwestii. Muszę powiedzieć, że niektórym produktom tego typu (zaliczam podkłady, skin tinty, kremy CC, BB, DD i inne takie do 1 kategorii po prostu kosmetyków bazowych) udało się mocno zbliżyć do tego ideału. Czy udało się to też kremowi CC z Bourjois? O tym właśnie Wam dzisiaj opowiem.
Przyznaję, że swego czasu w wyborze fajnych kosmetyków kierowałam się Wizażem. Po czasie jednak wyszło, jak to w życiu, że każdemu pasuje coś innego i kosmetyki, które dla mnie są super inni oceniają słabo albo takie, które są wychwalane pod niebiosa przez innych nie służą mi. Ten krem CC ma relatywnie dobre opinie, akurat była promocja w Hebe, więc nie zastanawiałam się dwa razy, tylko kupiłam, żeby przekonać się, co ja o nim myślę.
Producent pisze o tym kremie tak: 'Krem CC Bourjois, 123 Perfect CC Cream to nowa generacja kosmetyków łączących właściwości pielęgnacyjnego kremu i upiększającego podkładu, które wspólnie gwarantują efekt nawilżonej, ujednoliconej, rozświetlonej cery, przy jednoczesnym maskowaniu wszelkich niedoskonałości, jak przebarwienia czy wypryski.
123 Perfect CC Cream od Bourjois ma lekką, nietłustą formułę opartą na pigmentach o potrójnym działaniu korygującym: brzoskwiniowy niweluje oznaki zmęczenia, zielony kryje zaczerwienienia, a biały przebarwienia. Delikatna konsystencja kremu łatwo się wchłania, stając się praktycznie niewyczuwalna.
Krem CC Bourjois, 123 Perfect CC Cream zapewnia 24 godzinne nawilżanie i ochronę przed słońcem dzięki faktorowi SPF 15. Efekt: rozświetlona, ujednolicona cera oraz aksamitnie gładka skóra przez cały dzień. Dostępny w 4 odcieniach.'
Kosmetyk przychodzi do nas w dość zgrabnej elastycznej tubce. Wizualnie nie jest mega super według mnie, ale nie będę się mocno czepiać. Tubka zakończona jest dziubkiem, do którego mam mieszane odczucia głównie dlatego, że niby dozuje się z tego dobrze i jest dość precyzyjne w nabieraniu produktu, ale na nie jest fakt, że jeśli postawimy tubkę 'na głowie' to potem kosmetyk wylewa nam się z opakowania. Pompka byłaby lepsza, ale rozumiem też, że byłoby to rozwiązanie droższe.
Mój kolor to oczywiście jedyny słuszny dla córy młynarza, najjaśniejszy, czyli 31 Ivory, który na testerze w sztucznym świetle drogerii w zeszłe wakacje wydawał mi się ładnym żółtkiem, natomiast rzeczywistość zweryfikowała swoje i okazało się, że to aż tak jasne nie jest, a do tego ma w sobie brzoskwiniowe tony... Także dla ekstremalnych bladziochów, którzy są jaśniejsi niż np Loreal True Match N1 czy Nars Sheer Glow Gobi absolutnie się nie sprawdzi.
Patrząc na kolor postanowiłam nie dać jednak za wygraną i przetestować ten CC, bo pomyślałam sobie, że wykończenie w kremie CC i tak będzie delikatne, więc nawet jak coś będzie nie tak to mogę go przypudrować jaśniejszym pudrem i bardziej rozetrzeć. On nie jest dla mnie na tyle za ciemny, żeby wyglądał jak pomarańcza, ale ja - wielbicielka idealnie dobranego odcienia podkładu - to widzę i mi to przeszkadza.
Konsystencja CC jest lejąca, o zapachu zbliżonym do podkładu Bourjois Healthy Mix, jednak aromat ten jest mniej intensywny.
Nakładam go na twarz zwilżoną gąbeczką i taki jest zawsze mój sposób nakładania produktów tego typu na skórę. Nigdy nie nakładam ich palcami ani pędzlami, po prostu tego nie lubię, więc kosmetyk musi spełnić takie wymaganie, że się dobrze nakłada gąbką. Przeważnie wszystkie to spełniają i tutaj też jest ok. Z racji lejącej konsystencji do aplikacji potrzeba ciut więcej produktu, niż zazwyczaj biorę, ale nie jakieś ogromne ilości. Rozkłada się na skórze równomiernie. Zostawia rozświetlone wykończenie i ma raczej słabe/ w stronę średniego krycie. Ja lubię produkty rozświetlające i delikatnie kryjące, więc wszystko niby jest dobrze zaraz po aplikacji. Pory nie są podkreślone i całość wygląda nieźle. Niestety po kilku minutach produkt zaczyna lekko zastygać i łapać się wszelakich suchych skórek jeśli takie mamy. Jeśli go przypudruję nawet rozświetlającym pudrem to owszem, jego świetlistość na skórze jest zachowana, natomiast noszenie go (już nieważne, czy samodzielnie, bo tak też próbowałam, czy z pudrem) powoduje, że skóra czuje się ściągnięta i napięta. Niby to produkt delikatny, powinien być prawie że niewyczuwalny, natomiast ja mam wrażenie, jakby mi ktoś na twarz nałożył tapetę. Oczywiście koloryt cery jest delikatnie wyrównany i niby wszystko jest ok, ale to uczucie ściągnięcia jest bardzo niekomfortowe. Kolejna sprawa - kolor. Niestety na mojej twarzy on wciąz jest za ciemny, odznacza się a już podczas nakładania na buzię ciemnieje (zaznaczam, że on już nawet po aplikacji z tubki na rękę jest za ciemny dla mnie, więc skoro jeszcze ciemnieje, to już nie jest dobrze wcale). Nie pasuje mi ten odcień, wyglądam w nim źle i sztucznie.
Tu małe porównanie do innych podkładów, które mam:
Nars Sheer Glow Gobi to mój ideał, Armani jest ciupek za ciepły, ale ma odpowiednią jasność, więc się dopasowuje, Estee Nude jest podobny do Armaniego. Bourjois przy nich wygląda na mocno brzoskwiniowy i zdecydowanie za ciemny. Bo niestety jest za ciemny...
Idźmy jednak dalej. Nawet jak udaje mi się uratować to, jaki ten kosmetyk ma odcień na mojej twarzy i jestem w stanie zgodzić się na to ciągłe uczucie wyschniętej i ściągniętej skóry to pojawia się kolejny problem. Trwałość, a raczej jej brak. Kosmetyk ten wytrzymuje we w miarę dobrym stanie na buzi jakieś 3-4 godziny. Jeśli nie przypudruję to ze dwie. Pudry, które posiadam, w tym mój święty Graal Nars który pięknie działa ze wszystkimi podkładami jakie mam też sobie z nim nie radzi. Po tym czasie CC staje się nieświeży, skóra zaczyna się bardzo mocno, aż tak nienaturalnie błyszczeć jakbyśmy sobie ją posmarowali masłem, ale produkt też z naszej skóry znika. Jeśli mam dzień wolny i go nakładam, to pod koniec dnia nie mam już prawie co zmywać, a twarzy w ciągu dnia nie dotykam.
Także kolor na nie, utlenianie się na nie, wysuszanie skóry na nie (a producent coś mówił o nawilżaniu prawda?), brak trwałości... Nie muszę chyba mówić, że nie jestem zadowolona? Jestem bardzo zawiedziona. Rozumiem, że ten krem CC to nie jest podkład i nie oczekiwałam od niego nie wiadomo czego, ale przede wszystkim oczekuję jakiejkolwiek wytrzymałości na twarzy, bo jakoś są produkty, które potrafią to zrobić, ten nie potrafi, co dla mnie go dyskwalifikuje zupełnie do codziennego użytku np do pracy. Kolor to też słabizna. No i to ściąganie skóry, mam wrażenie, że moja cera się pod nim dusi, a przecież to nie jest nic kryjącego. Szkoda, że tak nam nie wyszło, bo miałam wielkie nadzieje co do niego...

Miałyście ten krem CC? Co o nim sądzicie? Może u Was sprawdził się lepiej?

Post a Comment

0 Comments